Warszawska Pielgrzymka Rowerowa - logo

Witamy na stronie Warszawskiej Pielgrzymki Rowerowej

grupy żółto-niebieskiej Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej

Zakończyliśmy kolejną pielgrzymkę do Częstochowy. Poniżej publikujemy wspomnienia naszych Pielgrzymów.

Warszawska Pielgrzymka Rowerowa do Częstochowy 2017

START i Dzień Pierwszy

Decyzja zapadła – jedziemy. Rok temu wróciliśmy, oboje z Maćkiem, uskrzydleni, zachwyceni, zatem nic dziwnego, że chcemy powtórzyć to piękne doświadczenie. Start 10 sierpnia Mszą św. o godzinie 7.00 w Katedrze Praskiej, pod przewodnictwem Arcybiskupa Henryka Hosera. Do Katedry jedziemy wzdłuż Wisły. Z prawej, za plecami widzę ciemniejsze niebo, ale myślę, że może to nie deszczowo, a tylko zachodnia strona nieba i słońce tam jeszcze mało dotarło. Nie mam złych przeczuć. Jesteśmy na czas. Przed kościołem – moc rowerów;  kościół wypełniony żółtymi, odblaskowymi kamizelkami. W czasie Eucharystii daje o sobie znać burza; ulewa i bardzo donośne pioruny. Arcybiskup, słysząc co się wyprawia na zewnątrz, uśmiecha się. Nasz Dobry Bóg rozwiąże nasze sprawy najlepiej jak to będzie możliwe. Przeżyliśmy tę nawałnicę pod dachem Katedry, ładując przed startem nasze akumulatory duchowe. Po Mszy św. przeczekujemy troszkę w dolnym kościele ostatnie pioruny i obfity deszcz, dopinamy ostatnie sprawy organizacyjne, dzielimy się na grupy, odnajdujemy naszych przewodników grup i…wreszcie komenda – na rowery. Jest nas ok. 400 osób, w bardzo różnym wieku, są rodziny z dziećmi. Na rowerze, ubrana w habit, jedzie siostra ze Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego. A jakże, kask ma założony na welon. Wygląda jak anioł na rowerze, serce na dłoni, uśmiech w oczach, serdeczność w głosie. Jedzie z nami dwóch Opiekunów Duchowych – ksiądz Konrad – Człowiek-orkiestra, o czym później, oraz ksiądz Michał – chorwacki zakonnik ze Zgromadzenia Ojców Misjonarzy Montfortanów (nazwa od założyciela – św. Ludwika Marii Grignon de Montfort). Zakon ten ma swój dom w Polsce, na obrzeżach Jasnej Góry. Ksiądz Michał jest w Polsce od  wielu lat i pięknie mówi po polsku. Lekko mży, więc mamy na sobie przeciwdeszczowe kurtki, poncza (na nich kamizelki odblaskowe), na głowach obowiązkowe kaski. Kierunek – kościół św. Anny i dalej, bez zatrzymania – Świątynia Opatrzności Bożej. Pierwszy postój i pierwsza, podróżna dziesiątka różańca. Do przejechania tego dnia mamy w sumie 70 km., zatem ruszamy dalej i przez Las Kabacki, błotnisty po niedawnym deszczu, a zatem ostrożnie, jedziemy do kościoła w Piasecznie. Tam kolejny oddech, posiłek i co bardzo ważne – idą w ruch bidony, bo po burzy wyszło słońce i robi się coraz cieplej. Trzeba pić! Kolejny punkt postojowy to Jazgarzew, gdzie czekają na nas drożdżówki, jabłka, butelki z wodą i herbata. Z wielką życzliwością podejmuje nas tamtejsza wspólnota parafialna, w zamian oczekując tylko naszego wspomnienia przed obrazem Najświętszej Panienki. Przy każdym postoju wstępujemy do kościoła by podziękować za dotychczasową drogę i prosić Najwyższego o dalszą opiekę nad nami. Na drodze do Grójca pomrukuje burza. Modlę się do Matki Boskiej Gromnicznej by oddaliła od nas pioruny. Obiad w Prażmowie smakuje nadzwyczajnie. Potrzebujemy sił, z zapałem zjadamy schabowe. Jeszcze postój w Lewiczynie i mkniemy do „domu” w Belsku Dużym. Przygotowano tam dla nas, jak w latach poprzednich, szeroko otwarte drzwi Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II i…stoły zastawione świeżutkimi ciastami, wrzątek + kawa, herbata, cukier, mleko do kawy… Dla najmłodszych przewidziano nawet „Kinder-niespodzianki” i inne mini-łakocie. Wzruszająca jest szczodrość naszych Gospodarzy. Po upalnym dniu tęsknimy za łazienką. Ustawiają się zatem długie kolejki i na zmianę, zespoły damskie i męskie, dopadają upragnionych umywalek. Po takich „operacjach” niestety w łazienkach woda jest wszędzie. Pani Dyrektor, która osobiście uwija się jak mrówka, by niczego nam nie brakowało, na moje skrępowanie wynikające ze stanu łazienek i korytarzowych podłóg, uspokaja „damy radę „. Jest świadoma, że przy 400 osobach trudno jest zachować należyty ład w pomieszczeniach sanitarnych. Rano, na śniadanie znów czekają na nas „maszyny” z wrzątkiem i do wyboru kawa/herbata z dodatkami. Taki luksus na pielgrzymce wręcz krępuje. Słów brakuje dla opisania okazanej nam na każdym kroku empatii i życzliwości. Na Jasną Górę zabieramy intencje polecane nam przez naszych Gospodarzy. Matce Najświętszej złożymy w opiekę wszystkich, u których zaciągamy w czasie pielgrzymki dług wdzięczności. Jesteśmy przecież na pielgrzymce, a zatem w ciągu dnia, w mijanych kościołach odmawiamy dziesiątki różańca oraz koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wieczorem zaś, po spłukaniu brudu, potu i…zmęczenia, ksiądz Konrad zaprasza na konferencję. Rozważaniom towarzyszy zespół muzyczny. Pierwszego dnia nasz Kapelan poleca nam skupić się na samym sobie; kim jestem? jaki jestem? miłosierna miłość Boga do mnie, takiego jaki jestem, ze względu na moją  godność dziecka Bożego, nawet gdy ją sam depczę. Godność ta jest jak banknot, który może być sztywny i świeży, prosto z banku, ale może być także przez nas zmięty w kulkę, zdeptany i unurzany w błocie. Gdy tylko zechcemy go oczyścić, rozprostować i wysuszyć, ma taką samą wartość nabywczą jak ten nowiutki.  To poruszający eksperyment myślowy i temat do kontemplacji rowerowej w czasie jazdy następnego dnia.* Pierwsza konferencja jest okazją do przedstawienia nam przez księdza Konrada Dostojnego Jubilata, którym okazuje się nasz Komandor Jacek. Niedawno obchodził swoje 70-te urodziny. Są zatem życzenia, modlimy się za Niego do Ducha Świętego i wyciągnąwszy przed siebie ręce szczerze śpiewamy „Niech Cię Bóg błogosławi i strzeże, Niechaj Pan daje pokój Ci…” Pielgrzymki rowerowe swoje istnienie zawdzięczają właśnie naszemu Jubilatowi. To On, jak lokomotywa (przed laty Prymas Tysiąclecia mówił, że są ludzie – lokomotywy i ludzie – wagony), 12 lat wcześniej uruchomił ten ruch. Zaczynało 26 osób, dziś jedzie ponad 400! Powstał krąg ludzi dobrej woli, którzy jako wolontariusze przygotowują to wielkie przedsięwzięcie. Pielgrzymka do Częstochowy jest w każdym roku tylko jedną z wielu pielgrzymek organizowanych przez grupę entuzjastów, z Jackiem na czele. Ksiądz Konrad nie kryje, że nasz Komandor nie szczędzi własnych środków na realizację pielgrzymki. To prawdziwie Jego „dziecko”. Na zakończenie konferencji, najważniejsze „ogłoszenia parafialne”, czytaj: organizacyjne – co, gdzie, kiedy od rana następnego dnia. Ten punkt prowadzą zgodnie ksiądz Konrad i Komandor. No i kącik Pani Doktór, która troszczy się o nas w niezwykły sposób, prosi o zgłaszanie wszelkich kłopotów zdrowotnych, zaprasza do siebie po Sudokrem na łagodzenie wszelkich otarć, szczególnie tych zawinionych przez rowerowe siodełko. Po konferencji – wreszcie spać. Mamy luksus, bo śpimy na podłodze w szkole, pod ręką są stoliki, krzesełka…to wszystko pomaga zagospodarować się na chwilkę w nowym miejscu. Wcześniej obiecałam szerzej przedstawić osobę naszego Kapelana – księdza Konrada. Z całą pewnością jest młodym, bardzo gorliwym kapłanem (w ubiegłym 2016 roku spowiadał do godziny 4.30!), co czujemy przy sprawowaniu Eucharystii. Na pielgrzymce pełni również funkcję „naczelnego oficera ds. ruchu drogowego”. Zarządza jazdę w jednej grupie, lub według potrzeb – podział na grupy organizacyjne, których jest ponad 20. Pilnuje, by na czele peletonu znajdowały się po każdym postoju, sprawiedliwie, kolejne grupy. Ksiądz Konrad swoje polecenia precyzuje jasno, dobitnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu. I tak trzeba – priorytetem jest zachowanie porządku jako gwaranta naszego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa innych użytkowników dróg. Żartowałam, że nasz Kapelan ma znakomite kompetencje do „drogówki”. Mimo młodego wieku, jest człowiekiem bardzo już dojrzałym. Swoimi ostrymi nieraz komentarzami próbuje otwierać nasze oczy na człowieka obok, pracuje nad wykorzenieniem z nas egoizmu. Jest jak dobry, wymagający ojciec, który dla dobra swoich dzieci wytyka błędy, a gdy jest za co – chwali. Nie sposób nie wspomnieć o biurze rzeczy znalezionych, które także prowadzi ksiądz Konrad, w powierzonym mu na czas pielgrzymki samochodzie. Podkreślił to wyraźnie – to nie jest Jego samochód.

 Dzień Drugi

Dzień zaczynamy Mszą św., śniadanie, pakownie i ruszamy dalej. W planie 72 km. Rozkręca się upał. Pić! Pić! Pić! W mijanych kościołach, czcigodni księża przygotowali dla nas butelkowaną wodę. Dzień jest bardzo trudny, bo temperatura w cieniu przekracza 35 stopni, a na czarnym asfalcie odczuwalna pewnie dobiega 50. Chwilami mam wrażenie, że mam gorączkę, oddech jak przy gorączce 40 stopni. Na szczęście głowy chronią nam kaski, ale w twarz i ręce słońce pali niemiłosiernie. Pilnujemy, by oprócz wody pić izotoniki, sok pomidorowy. Każdy postój jest okazją do zalegnięcia w cieniu na płasko i zebrania sił na ciąg dalszy. Na obiad zatrzymujemy się u Sióstr Sercanek w Nowym Mieście nad Pilicą. Siostrzyczki naszykowały zupę pomidorową, żurek, bigos, napiekły ciasta drożdżowego, do picia przyrządziły kawę i chłodną miętę. Nie brakuje też chleba i wody, która w ten upalny dzień jest nam szczególnie droga. Po posiłku, mimo tropiku są, tradycyjne w tym miejscu, skoczne, piękne tańce. Jest wielka radość! Po długim postoju u Siostrzyczek, najedzeni, napojeni, wytańczeni, dziękujemy z całego serca i wsiadamy na rowery. Naszym celem w drugim dniu podróży jest Opoczno, a tam szkoła, a właściwie wielki kompleks szkolny z…basenem! Ta  myśl dodaje nam sił. Co 10-12 km zatrzymujemy się jeszcze na krótszy odpoczynek. Na miejsce dojeżdżamy ugotowani! Po zakwaterowaniu i kolacji – konferencja. Tym razem ksiądz Konrad zaprasza na szkolne patio. Jest upalny sierpniowy wieczór. Ktoś zauważa spadającą gwiazdę, a tematem konferencji jest Bóg, kim jest dla mnie? Od godz. 22-ej możemy skorzystać z basenu. Ustawia się kolejka chętnych, by pod prysznicem zmyć z siebie sól i zmęczenie, a później schłodzić się w basenie. Jakaż ulga! Uczucie świeżości, czyste ubranie…Około północy padam na karimatę i zasypiam jak zabita.

Dzień trzeci.

Rano tylko śniadanie i pakowanie. Msza św. będzie w ciągu dnia. Po dwóch upalnych dniach, zgodnie z prognozą, znaczący spadek temperatury i deszcz. Witamy go z pewną ulgą. Pierwszy odcinek prowadzi nas do Paradyża. Tam piękny kościół parafialny z wizerunkiem Chrystusa Cierniem Ukoronowanego w ołtarzu głównym. To od II połowy XVII wieku obraz cudami słynący. Ówczesny komornik graniczny opoczyński, modląc się przed obrazem w Wielki Piątek 1678 r. ujrzał na twarzy Chrystusa krople krwi. Tu ksiądz Konrad i ksiądz Michał odprawią dla nas Mszę św. Przed czterema laty, to właśnie miejsce wybrali na swój ślub Eliza i Marcin. Teraz świętują czwartą rocznicę swoich przyrzeczeń małżeńskich. I znów, jak pierwszego dnia modliliśmy się za Jubilata – Komandora, tak teraz jest okazja polecić Duchowi Świętemu Elizę i Marcina. Śpiewamy  z wyciągniętymi nad nimi rękami, przy wtórze zespołu muzycznego „Niech Was Bóg błogosławi i strzeże, niechaj Pan daje pokój Wam. On miłością napełnia serca Wasze, zawsze z Wami jest”. Jest wielka radość całej naszej wspólnoty. Wzruszyła mnie (zwłaszcza w ten deszczowy dzień) biała spódniczka Panny Młodej sprzed 4 lat. Po Mszy św. jedziemy dalej. Mamy zaplanowane 56 km, ale zaczynają się wzniesienia. Na koniec dnia zaczynam przypuszczać, że na koniec dostanę medal (z kartofla) za uporczywe zwalnianie na górkach. W tym roku jestem w tym dość konsekwentna. Biję się w piersi – brak dostatecznego wytrenowania skutkuje miejscem w ogonie grupy. Dzień kończymy w Przedborzu, gdzie w miejscowej restauracji mamy zamówione obiady i śpimy w tutejszej szkole. Po wieczornej konferencji nasz wspaniały zespół muzyczny gra radosne piosenki religijne, teksty wyświetlane są na ekranie, a zatem każdy może śpiewać. Mimo późnej pory dzieci harcują w najlepsze. Ksiądz Konrad wywołał każdego z imienia w czasie Mszy św., przedstawił zebranym. Naliczyłam co najmniej 16 dzieci. Najmłodszy jest Wilhelm – niespełna 8 miesięcy. Towarzyszy mu starsza siostrzyczka – ok. 3 lat. Na koniec naszego pielgrzymowania ten nasz najmłodszy Pielgrzym okazał się Wilhelmem Zdobywcą Jasnej Góry. Ten wieczór uświadamia mi jak  wielką radość (i pokój serca) niesie Chrześcijaństwo. Z racji wieku – już bardzo dojrzałego – nie uczestniczę w Lednicy, Przystanku Jezus…Pielgrzymkę rowerową, w której jadą wszystkie pokolenia, ze znacznym udziałem młodych, odbieram jako wspaniałe, radosne wydarzenie ewangelizacyjne.

Dzień czwarty

Niedziela – zaczynamy wczesną Mszą św. w tutejszym kościele parafialnym w Przedborzu.  Koncelebrują nasi Kapłani Konrad i Michał. Kościół wypełniony jest miejscową wspólnotą parafialną i…żółtymi kamizelkami pielgrzymów rowerowych. W ołtarzu głównym – Matka Boża Serdeczna. Obraz datowany na XVI-XVII wiek. Kościoły na drodze naszej pielgrzymki pokazują bogactwo polskiego malarstwa sakralnego. Cóż, Francja ma także cenne malarstwo w kościołach, tyle tylko, że są one niemal puste, albo wręcz likwidowane. Jest wielka nadzieja, że Polakom taka sytuacja tymczasem nie grozi. Pogoda dziś nam sprzyja, bez deszczu, dość ciepło, ale bez żaru. Tyle tylko, że w nos nam wieje dosyć silny wiatr. Damy radę! Do przejechania mamy max. 64 km. Krótko po starcie mamy żmudny, długi wjazd na Sokolą Górę. Nie wszyscy pokonują to wzniesienie na rowerach. Słabsi, bądź ci których rowerom brak dobrych przerzutek, na chwilę schodzą z rowerów. Nie zmartwienie, i tak wszyscy dotrzemy do naszej Matki w Częstochowie. Nie jesteśmy na wyścigach. Po postoju w Wielgomłynach jedziemy w kierunku Sanktuarium w Gidlach. Etap jest długi, więc potrzebny jest jeszcze jeden odpoczynek. Na terenie Sanktuarium spotykamy innych pielgrzymów. Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku, na Jasną Górę. Po smacznym, pożywnym obiedzie, podanym w systemie cateringowym na błoniach Sanktuarium, ksiądz Konrad kieruje nas do bazyliki. Przyjmuje nas ojciec Dominikanin, który ze swadą przynależną członkom Zakonu Kaznodziejskiego przedstawia nam historię maleńkiej, bo 9-centymetriwej kamiennej figurki Matki Bożej, w 1615 roku wyoranej na polu przez miejscowego rolnika. Przez wieki spisano dziesiątki cudów uzdrowienia za przyczyną Matki Bożej Gidelskiej. Każdy pielgrzym otrzymuje obrazek z modlitwą o uzdrowienie oraz buteleczkę z poświęconym winem z Kąpiółki, jakiej w okolicach 1 maja poddawana jest każdego roku maleńka figurka Matki Bożej. To właśnie Winko może stać się narzędziem w procesie uzdrowienia. Żegnamy Gidle i mamy przed sobą co najmniej 22 km do noclegu. Nocować będziemy w dwóch szkołach odległych od siebie o ok. 3 km. Mniej więcej w połowie przewidzianego etapu zapada decyzja o koniecznym odpoczynku. Parkujemy na dużym parkingu pod „Biedronką”. Z przyjemnością zalegam na okolicznej trawiastej skarpie. Nie mam wątpliwości, że pomysł robienia postojów co 10 – 12 – 15 km. stanowi cudowną pomoc dla słabszych i umożliwia dotarcie w komplecie do Częstochowy. Część naszej pielgrzymki, w której jestem i ja,  nocuje w szkole w Rudnikach-Rędzinach, druga część, kontynuuje jazdę na nocleg w szkole w Kościelcu. W każdej ze szkół jest w ten sposób większy luz i łatwiejszy dostęp do sanitariatów. Po toalecie i kolacji część nocująca w Rudnikach wsiada na rowery i jedzie na konferencję do Kościelca. Tam ksiądz Konrad przygotował nasze spotkanie z Duchem Świętym. Obaj nasi Kapłani idą przez wielką sale gimnastyczną i kolejno nakładają ręce na każdego z nas. Przeżycie jest duże, reakcje różne. Nie ma zaskoczenia, bo ksiądz Konrad uprzedził nas, że Duch Święty do każdego znajduje inną drogę. Jest to właściwie ostatnie nasze spotkanie konferencyjne, a więc pora na podziękowania wszystkim Wielkim, którzy uruchomili swoje talenty, by cała operacja Warszawska Pielgrzymka Rowerowa do Częstochowy 2017 mogła być bezpiecznie zrealizowana. Dziękujemy naszej kochanej Pani Doktór za Jej gotowość niesienia pomocy i okazaną troskę, braciom Gańkom za służbę za kierownicą i transport naszych dóbr, zespołowi muzycznemu, który dodawał dźwiękowego kolorytu naszym spotkaniom modlitewnym, Marcinowi z jego pomocą techniczną, służbom kierowania ruchem, przewodnikom grup i wszystkim pozostałym funkcyjnym bez których całe przedsięwzięcie nie odbyło by się. Na czele całej listy „zasłużonych” jest oczywiście nasz Komandor i księża. Najbliższa noc jest bardzo krótka, bo grupa z Rudnik musi pod gwiazdami wrócić na nocleg do swojej szkoły, a wyjazd rano (a właściwie w środku nocy) został zapowiedziany na godzinę 3.45. I tak kwadrans dłużej niż grupa z Kościelca, która musi do nas na tę godzinę stamtąd dojechać, byśmy zwartym peletonem ruszyli dalej.

Częstochowa

Ruszamy po ciemku, przejeżdżamy ok. 12 km. i czekamy na Pieszą Warszawską Pielgrzymkę Akademicką, której formalnie jesteśmy częścią. Budzi się dzień i stopniowo zaczynają do nas docierać śpiewy zbliżających się grup pieszych. Wyglądają pięknie, każda w innym kolorze, są balony, kwiaty…Wszyscy radośni. Witamy się bardzo serdecznie. Wyprzedzają nas i za nimi my, także pieszo prowadząc rowery, podążamy  razem na Jasną Górę. Śpiewamy Czarną Madonnę i przez bramę wchodzimy na dziedziniec i dalej do kaplicy Cudownego Obrazu. Ojcowie Paulini   apelują o płynny(niestety) ruch przed Obrazem. Skłaniam tylko głowę. Żałuję, że nie mogę przyklęknąć i zawierzyć tych, którzy prosili o modlitwę, a szczególnie tych wszystkich którzy się źle mają. Na szczęście obok jest Bazylika z Najświętszym Sakramentem i czas na to, by spokojnie zebrać myśli, dziękować i prosić. Osiągnęłam cel, do którego mozolnie zmierzałam. Jestem szczęśliwa. Dziękuję wszystkim z którymi jechałam, wszystkim, którzy mnie w drodze wspierali, a szczególnie dziękuję Maćkowi – najbliższemu  Przyjacielowi mojej rodziny od blisko 50 lat. Zjedliśmy razem przysłowiowy worek soli pod żaglami, w górach, a ostatnio także na rowerach.

Joanna Dąbrowska

* – fragment wyróżniony kursywą na stronie 2 (o banknocie) – autorstwa Macieja Jurkowskiego

10 sierpnia 2017 wystartowała Warszawska Rowerowa Pielgrzymka do Częstochowy. To już po raz 12 z inicjatywy komandora Jacka pielgrzymujemy na rowerach na Jasną Górę na Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ja jechałam pierwszy raz, więc opiszę wszystko dokładnie, by zachęcić innych do wzięcia udziału w kolejnych pielgrzymkach.

Dwa dni przed rozpoczęciem pielgrzymki zostały zabrane od nas nasze bagaże i jechały one cały czas z pielgrzymką dwoma samochodami i były nam wydawane każdego dnia na nocleg. Z pielgrzymką jechał także samochód opieki medycznej, pomoc techniczna a kolumnę pielgrzymkową zamykał samochód z napisem „Koniec pielgrzymki”, który zbierał z trasy uszkodzone rowery, których nie udało się szybko naprawić oraz osoby, które nie dawały rady jechać dalej.

W pielgrzymce brało udział 420 rowerzystów. Najstarszy uczestnik miał ponad 70 lat, a najmłodszy skończone 7 miesięcy ( oczywiście wieziony przez rodziców ). Było jeszcze kilkoro dzieci wiezionych prze rodziców i kilkoro trochę starszych, którzy dali radę jechać sami. Byliśmy podzieleni na 22 grupy, z których każda jechała na czele, a następnie przechodziła na koniec, i tak kolejno druga grupa była na czele a pierwsza na końcu itd.. Każda grupa miała dwóch przewodników grupy – jednego otwierającego i drugiego zamykającego grupę. Między grupami na trasie były przerwy tak jak to jest w przemieszczaniu się kolumn. Kapelanem pielgrzymki był Ksiądz Konrad, jechał z nami także ksiądz Michał z Częstochowy z pochodzenia Chorwat, który fantastycznie zamieniał końcówki słów i to było przeurocze. Tak więc mieliśmy zabezpieczenie od strony duchowej.

Oczywiście było także zabezpieczenie policyjne na trasie.

A teraz opiszę kolejne dni pielgrzymki.

Dzień pierwszy:
– Pielgrzymka rozpoczęła się Mszą Święta o godzinie 7.00 w katedrze pw. Św. Floriana na
Pradze. Mszę celebrował arcybiskup Henryk Hozer. Na zakończenie mszy życzył nam
szczęśliwego pielgrzymowania . W trakcie mszy nad Warszawą rozpętała się straszna
burza Armagedon przeczekaliśmy w podziemiach katedry i po uspokojeniu natury
wyruszyliśmy w drogę.
– Pierwszym przystankiem po przejechaniu około 14 km była Świątynia Opatrzności Bożej
w Wilanowie. Po zwiedzeniu Świątyni i zrobieniu zbiorowego zdjęcia przed Świątynią
wyruszyliśmy w dalszą drogę.

Świątynia Opatrzności Bożej Warszawa Wilanów

– Po przejechaniu 13 kilometrów dojechaliśmy do kościoła św. Anny w Piasecznie. Proboszcz
opowiedział nam, że kościół został wzniesiony w 1565 roku w stylu późnogotyckim z
elementami architektury renesansowej w miejscu drewnianego kościółka z około 1350 roku. — Po kolejnych kilku kilometrach przyjechaliśmy do Jazgarzewa, gdzie w kościele pw. Św.
Rocha powitał nas proboszcz i opowiedział historię kościoła, którego budowę rozpoczęto w
1763 roku, gdyż stary nie nadawał się do remontu.
– Po przejechaniu kolejnych 12 km dotarliśmy do Prażmowa. Zwiedziliśmy murowany
kościół pw. św. Franciszka z Asyżu. Został on zbudowany na początku XIX wieku w stylu
klasycystycznym w miejscu drewnianego kościółka, który spłonął w 1656 roku. Dwa
boczne ołtarze zostały sprowadzone z kościoła jezuitów w Warszawie. W Prażmowie
zjedliśmy obiad.
– Po przejechaniu kolejnych 12 km dojechaliśmy do Grójca. Zwiedziliśmy późnogotycki
kościół św. Mikołaja zbudowany w latach 1520-1530 z dzwonnicą z 1889 roku. Miejscowi
rolnicy mieli dla nas bardzo przyjemną niespodziankę – poczęstowali nas pachnącymi
świetnymi jabłkami.
– Po kolejnych 9 km w Lewiczynie zwiedziliśmy sanktuarium Matki Bożej Lewiczyńskiej
Pocieszycielki Strapionych Pani Ziemi Grójeckiej. Proboszcz kościoła opowiedział o
tradycji ludowej, która mówi o wojsku książęcym, które w podzięce Bogu za zwycięstwo
nad wrogiem w XIII wieku usypało czapkami wzgórze, na którym wybudowano kościół. W
XVII wieku wybudowano nowy kościół pw. św. Wojciecha Biskupa i Męczennika.
– Po kolejnych 5 km dojechaliśmy do Belska Dużego: po zwiedzeniu kościoła zbudowanego
w stylu klasycystycznym w latach 1776-1779 dojechaliśmy do szkoły podstawowej, gdzie
zatrzymaliśmy się na pierwszy nocleg. Tego pierwszego dnia przejechaliśmy około 70 km.
-Wieczorem odbyła się pierwsza konferencja prowadzona przez Księdza Konrada nt .„Kim ja
jestem”. W tracie Konferencji grał zespół muzyczny i razem śpiewaliśmy różne pieśni. Było
cudownie.

Dzień drugi:
-Pierwszym punktem tego dnia była Msza św. odprawiana w Belsku Dużym na boisku przy
szkole, gdzie nocowaliśmy.
– Po spakowaniu bagaży wyruszyliśmy w drogę i po przejechaniu 15 km dojechaliśmy do
Mogielnicy. W kościele pw. św. Floriana Męczennika przyjął nas proboszcz i opowiedział
historię kościoła: kościół został zbudowany w XIX wieku z cegły w stylu neogotyckim.
Wyróżnia się sklepienie z polichromią z wizerunkiem św. Wacława . W ołtarzu głównym
znajduje się obraz z wizerunkiem św. Floriana. Dwa ołtarze boczne poświęcone są św.
Antoniemu i Sercu Jezusowemu .
– Po przejechaniu kolejnych 15 km dotarliśmy do Nowego Miasta nad Pilicą: zwiedziliśmy
kościół Opieki Matki Bożej Bolesnej z 1856 r. Siostry sercjanki przyjęły nas obiadem ze
wspaniałym ciastem na deser.
– Po 12 km dojechaliśmy do Odrzywołu, gdzie zwiedziliśmy kościół św. Jadwigi i św.
Stanisława wybudowany na początku XX wieku w stylu neogotyckim.
– Po przejechaniu 10 km dojechaliśmy do Drzewicy, gdzie zwiedziliśmy gotycki kościół pw.
św. Łukasza Ewangelisty ufundowany przez ród Drzewickich w 1315 r i konsekrowany w
1460 r.
– Po przejechaniu 20 km dojechaliśmy do Opoczna. Zwiedziliśmy kościół pw. św.
Bartłomieja zbudowany w stylu gotyckim około 1365 r z fundacji Kazimierza Wielkiego,
restaurowany około 1850 roku przez Henryka Marconiego, rozebrany częściowo w 1934 r
z zachowaniem prezbiterium będącego obecnie boczną kaplicą kościoła wybudowanego w
latach 1935-1949. Tutaj mieliśmy drugi nocleg również w szkole podstawowej. Tego dnia
przejechaliśmy 72 km i najbardziej dał się w znaki straszny upał: było 37oC, a przy asfalcie
jeszcze więcej.
–Wieczorem odbyła się druga konferencja prowadzona przez Księdza Konrada nt „Kim jest
Bóg” znów z zespołem muzycznym..

Dzień trzeci:
– Po spakowaniu bagaży wyruszyliśmy w drogę i po przejechaniu 17 km dojechaliśmy do
Paradyża, gdzie zwiedziliśmy kościół pw. Przemienienia Pańskiego i św. Michała
Archanioła zbudowany w XVIII- XIX wieku. Tu uczestniczyliśmy w Mszy św.
– Po przejechaniu kolejnych 13 km dojechaliśmy do Skórkowic, gdzie zwiedziliśmy
murowany kościół pw. św. Łukasza zbudowany w XVII wieku w stylu klasycystycznym,
wielokrotnie przebudowywany.
– Po przejechaniu 11 km dotarliśmy do Skotnik z późnogotyckim kościołem z 1528 r pw.
Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny zbudowanym z drewna
modrzewiowego i krytym gontem.
– Po przejechaniu kolejnych 15 km dojechaliśmy do Przedbórza . Zwiedziliśmy kościół pw.
św. Aleksego z 1279 r, rozbudowany w 1341 r i 1659 r. W Przedbórzu zjedliśmy obiad i tu
mieliśmy kolejny nocleg też w szkole podstawowej. Tego dnia przejechaliśmy 56 km,
najbardziej dał się nam w znaki lejący deszcz, trzy burze i pofałdowany teren, ale jakoś
daliśmy radę.
– -Wieczorem odbyła się trzecia konferencja prowadzona przez Księdza Konrada znów z
zespołem muzycznym.

Dzień czwarty:
– P
ierwszym punktem tego dnia była Msza św. w kościele w Przedbórzu.
– Po spakowaniu bagaży wyruszyliśmy w drogę i po przejechaniu 12 km dojechaliśmy do
Wielgomłynów z kościołem św. Stanisława.
– Po przejechaniu kolejnych 27 km dojechaliśmy do istniejącego od XVII wieku
dominikańskiego Sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej w Gidlach z bazyliką pw.
Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.. Sanktuarium to słynie z cudów maleńkiej
figurki Matki Bożej obecnie znajdującej się w ołtarzu bocznym.
– Wyruszyliśmy w dalszą drogę i po 22/25 km dotarliśmy na miejsce noclegu: 11 grup w
miejscowości Rudniki i 11 grup w miejscowości Kościelec. Miejscowości to są oddalone od
siebie tylko o 3 km. Tego dnia przejechaliśmy ponad 60 km i najpierw było chłodno, a
później konieczne były przerwy na zdjęcie ciuchów, bo zrobiło się gorąco.
-Wieczorem odbyła się czwarta konferencja prowadzona przez Księdza Konrada „ Duch
Święty” znów z zespołem muzycznym. Obaj księża nakładali na nas – każdego z osobna –
dłonie przekazując moc Ducha Świętego – niezapomniane wrażenie: to trzeba przeżyć.


Dzień piąty:
– Po bardzo krótkim śnie, pobudce przed godziną 3.00 i spakowaniu bagaży wyruszyliśmy
nocą o 4.00 w ostatni rowerowy odcinek pielgrzymki: Po przejechaniu 12 km dojechaliśmy
do Mirowa, gdzie czekaliśmy na przyjście Warszawskiej Pielgrzymki Akademickiej, której
ostatnia częścią była nasza pielgrzymka rowerowa. Po przywitaniu kolejnych grup
Warszawskiej Pielgrzymki Akademickiej dołączyliśmy do niej i prowadząc rowery przez 10
km dotarliśmy pieszo do Częstochowy.
– O godz. 9.00 dotarliśmy pod Jasną Górę. Po powitaniu skierowaliśmy się na błonia
jasnogórskie, gdzie zostawiliśmy rowery i wróciliśmy do kaplicy z cudownym obrazem
Matki Boskiej Częstochowskiej. Następnie przeszliśmy na parking, gdzie z samochodów
zostały wypakowane nasze bagaże a zapakowane rowery.
– O godz. 13.00 rozpoczęła się uroczysta Msza św. dla
pielgrzymek, które dotarły do tej pory na Jasną Górę, w tym dla nas. Była podniosła
atmosfera i trzeba to przeżyć, żeby móc o tym mówić. Było c u d o w n i e.
– Po Mszy św. wróciliśmy na parking i czekaliśmy na autokary. Do Warszawy wróciliśmy
trzema autokarami. Oczywiście kto chciał mógł wracać indywidualnie lub zostać na 15.08
( był zapewniony nocleg w jakiejś szkole).

– Dzisiaj wieczorem mamy odebrać nasze rowery.

W trakcie Rowerowej Pielgrzymki przejeżdżaliśmy przez miejscowości, o istnieniu niektórych nawet nie miałam pojęcia We wszystkich tych miejscach zwiedziliśmy piękne kościoły i kościółki z przepięknie kultywowaną polską tradycją uwielbienia Matki Bożej.

I tak kończy się nasza Rowerowa Pielgrzymka do Częstochowy: baterie naładowane na cały rok. Więc do zobaczenia za rok na 13. Rowerowej Pielgrzymce do Częstochowy.

Iwona
( jedna z najstarszych uczestniczek )